poniedziałek, 21 stycznia 2013

Rozdział V

Gdy boj otworzył drzwi, ku naszemu widokowi pojawił się…korytarz . Szłyśmy korytarzem dopiero po jakiś 6 metrach weszłyśmy do wielkiego salonu, a dalej była sypialnia z wielkim dwuosobowym łóżkiem, po prawej i lewej stronie były drzwi. Te po lewej były do łazienki z jacuzzi, a po prawej były zamknięte. Spytałam boja do kąt prowadzą:
-Przepraszam, do kąt prowadzą te drzwi?
-Do pokoju obok, to apartament dwuosobowy. Bodajże obok mieszka pan Bieber.-odpowiedział
-Dziękuje-podziękowałam, a młody mężczyzna wyszedł. Dziewczyny poszły do swoich pokoi, ja zaczęłam się rozpakowywać. Gdy się rozpakowałam i przebrałam chciałam iść SAMA na spacer po brzegu oceanu. Gdy tylko wyszłam z pokoju po chwili słyszałam czyjeś kroki za mną, do windy szłam nie odwracając się. Winda miała się już zamknąć, niestety nie zdążyłam na nią. Więc tak czy inaczej miałam powód by się odwrócić:
-Justin, to ty. Dlaczego nic nie powiedziałeś idąc za mną. Już się bałam że to jakiś facet z piła…hahaha- zaśmiałam się
-Myślałem że dogonię cię i zakryję ci oczy, byś mogła zgadywać, ale byłaś za szybka. Gdzie idziesz?-zapytał Justin
-Na spacer. O 20 jadę na koncert niespodziankę więc mam jeszcze troche czasu. Idziesz ze mną?
-Jeśli mogę z chęcią.-powiedział Justin i zaczął się szczerzyć
Wyszliśmy przed hotel, do oceanu mieliśmy z jakieś 300 metrów. Szliśmy przy basenach. Gdy nagle Justin znikł…
-Justin! Justin gdzie jesteś?-zaczęłam wołać
Nagle bo słychać plusk wody, a obok mnie w basenie pojawił się Justin
-Viktoria, Viktoria ratuj-Justin zaczął się śmiać
-Głuptasie, gdzieś ty był wiesz jak się wystraszyłam?-krzyczałam na niego ale tak bardziej w żartach
-Czyli martwisz się o mnie?-zapytał
-Może troszeczkę…ale tak troszeczkę-oby dwoje zaczęliśmy się śmiać
-Dobra, dobra podaj mi rękę. Muszę jakoś wyjść-poprosił
Podałam Justinowi rękę a ten pociągnął mnie do wody. Chciałam by teraz on się wystraszył i udawałam że się topie i chowam pod wodę.
-Viki, Viktoria!-wołał Justin
-Co się drzesz przecież jestem tu-śmiałam się
- Jezu, Viki chodź tu-powiedział Justin i przyciągnął mnie do siebie
Dzieliły nas centymetry, ja byłam zapatrzona w jego duże brązowe oczy. Kiedy, nawet nie wiem w jakim momencie…doszło do tego. Justin mnie pocałował a ja odwzajemniłam jego pocałunek. Kiedy nagle usłyszeliśmy kroki, szybko zanurkowaliśmy do wody. Po chwili wypłynęliśmy. Zaczeliśmy się śmiać, zaczełam Jusowi uciekać wyszłam z wody i biegłam nie odwracając się. Dopiero na plaży Justin mnie dogonił.:
-Justin przepraszam cię…-przepraszałam gdy Justin mi przerwał
-Viktoria nie masz za co przepraszać, to ja cię wciągłem do wody i pocałowałem-powiedział
-Ale ja odwzajemniłam ten….pocałunek. Przepraszam-tłumczyłam Jusowi
-Nie przepraszaj już bo zachwile uznam że źle całuje.-Justin zaczął się śmiać
-Nie no całujesz idealnie…hahaha, ale ten pocałunek zmienia coś między nami?- zapytałam
-Viktoria…Viktoria jest 19.40!-krzyczał
-O matko. Muszę już iść. Przepaszam zobaczymy się kiedyś indziej.-powiedziałam
-Viki zaczekaj.-Justin złapał mnie za rękę i pociągnął do siebie.
-Powstrzymaj mnie, bo zaraz cię pocałuje.-szeptał Jus
-Nie, Justin. Tym razem to ja cię pocałuje.-pocałowałam go. Gdy nagle odciągnęłam się od niego i pobiegłam w strone hotelu. Chciałam zawołać mu „Kocham cię” gdy się odwróciłam Justin skakał robił gwiazdy…nie chciałam mu przerywać. Poszłam do hotelu.

3 komentarze:

  1. Hahahahahahahahahahaha Ale musiał wyglądać robiąc te gwiazdy i wgl. xD Rozdział świetny xD

    Ps. Nie będę każdego rozdziału komentować tylko niektóre bo jestem za leniwa xD Ale wiedz ze mi się strasznie podoba i lecę czytać dalej :*

    OdpowiedzUsuń