*Rozdział
II*
[Poniedziałek]
Wstałam, ubrałam się i wyszłam przed dom. Jeszcze nikogo nie było. Czekałam jakieś 5 min gdy zaczeli się zchodzić, ruszyliśmy na zakończenie roku. Gdy szliśmy nie rozmawialiśmy o niczym innym niż dzisiejszy wyjazd. Doszliśmy i rozeszliśmy się. Po zakończeniu każdy szedł sam, tak ustaliliśmy. Ale gdy byłam prawie w domu, zauważyłam go, i nie umiałam uwierzyć. Mój chłopak, który zawsze był przy mnie, stał i ją całował. Całował się, z......Hanną, moim największym wrogiem. Nie...nie umiałam tego opisać. Stałam jak wryta, gdy Max mnie zauważył oderwał się od niej i chciał mi coś wytłumaczyć :
-Viktoria, Viktoria wytłumacze ci to !!!-krzyczał Max lecz ja biegłam i nie chciałam słuchać wyjaśnień. Nie umiałam ja płakałam biegnąc to naprawde spowalniało. On był szybki, dogonił mnie
-Viktoria to nie tak juak myślisz!-mówił do mnie ja nie umiałam z siebie nic wydusić. Lecz zacisłam zęby i wydusiłam kilka zdań.
-Co? Co chcesz mi tłumaczyć? Ja nie będe się okłamywać. Nie będe sobie wmawiać że cię kocham. To koniec.-wydusiłam
-Viktoria nie!! Prosze!-wyglądał na przerażonego, ale namnie to nie robiło wrażenia.
-KONIEC!-powiwedziałam stanowczo, i pobiegłam do domu.
W domu jak walłanm się na łóżko i zaczełam beczeć to przestałam po 30 min. Pozbierałam się (chyba) i wysłałam mu SMS-a :
«Nie możesz z nami lecieć, nie. Aaa i już nigdy sie do mnie nie odzywaj»
Po 5 minutach odpisał :.......................
[Poniedziałek]
Wstałam, ubrałam się i wyszłam przed dom. Jeszcze nikogo nie było. Czekałam jakieś 5 min gdy zaczeli się zchodzić, ruszyliśmy na zakończenie roku. Gdy szliśmy nie rozmawialiśmy o niczym innym niż dzisiejszy wyjazd. Doszliśmy i rozeszliśmy się. Po zakończeniu każdy szedł sam, tak ustaliliśmy. Ale gdy byłam prawie w domu, zauważyłam go, i nie umiałam uwierzyć. Mój chłopak, który zawsze był przy mnie, stał i ją całował. Całował się, z......Hanną, moim największym wrogiem. Nie...nie umiałam tego opisać. Stałam jak wryta, gdy Max mnie zauważył oderwał się od niej i chciał mi coś wytłumaczyć :
-Viktoria, Viktoria wytłumacze ci to !!!-krzyczał Max lecz ja biegłam i nie chciałam słuchać wyjaśnień. Nie umiałam ja płakałam biegnąc to naprawde spowalniało. On był szybki, dogonił mnie
-Viktoria to nie tak juak myślisz!-mówił do mnie ja nie umiałam z siebie nic wydusić. Lecz zacisłam zęby i wydusiłam kilka zdań.
-Co? Co chcesz mi tłumaczyć? Ja nie będe się okłamywać. Nie będe sobie wmawiać że cię kocham. To koniec.-wydusiłam
-Viktoria nie!! Prosze!-wyglądał na przerażonego, ale namnie to nie robiło wrażenia.
-KONIEC!-powiwedziałam stanowczo, i pobiegłam do domu.
W domu jak walłanm się na łóżko i zaczełam beczeć to przestałam po 30 min. Pozbierałam się (chyba) i wysłałam mu SMS-a :
«Nie możesz z nami lecieć, nie. Aaa i już nigdy sie do mnie nie odzywaj»
Po 5 minutach odpisał :.......................
moje urodziny są wtedy 16 01
OdpowiedzUsuń